Home > Polecamy > Czytelnia

Jezus zbawia

Czy kiedykolwiek rzuciłeś linę tonącemu człowiekowi? Czy zdołałeś wyciągnąć go na brzeg? Czy kiedykolwiek uratowałeś ludzkie życie? A może ktoś ciebie uratował przed śmiercią? Może znalazłeś się w sytuacji, w której musiałeś rzucić się w ogień aby ratować ludzkie życie?

Pytam ponownie: Czy zdarzyło ci się wybawić kogoś ze śmiertelnych opresji? A może to ty jesteś osobą, która swoje życie zawdzięcza drugiemu człowiekowi?

Czy jesteś zbawiony? Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że znajdujesz się w niebezpieczeństwie? Jeśli pozwolisz sobie na dalsze życie w grzechu, zginiesz w piekle.

W Biblii napisane jest, że ten, którego imię nie jest zapisane w księdze żywota, zostanie strącony do piekła.

Ja jednak chciałbym powiedzieć ci, w jaki sposób możesz być wybawiony od piekła, wybawiony od grzechów, wybawiony od śmierci, wybawiony od choroby i wybawiony od wszelkiego zła. A muszę ci powiedzieć, że możesz tego dostąpić nawet teraz!

Biblia mówi: „Prawdziwa to mowa i w całej pełni przyjęcia godna, że Chrystus Jezus przyszedł na świat, aby zbawić grzeszników…” (1Tym. 1:15).

Anioł powiedział: „…nadasz mu imię Jezus; albowiem On zbawi lud swój od grzechów jego”. (Ew. Mat. 1:21). W Biblii napisane jest również: „Bo nie postał Bóg Syna na świat, aby sądził świat, lecz aby świat był przez niego zbawiony” (Ew. Jana 3:17).

Piotr natomiast rzekł: „…każdy, kto będzie wzywał imienia Pańskiego, zbawiony będzie” (Dz.Ap. 2:21).

Człowiek nie został przeznaczony do życia w grzechu i w chorobie, ale do wiecznej społeczności z Bogiem. Niestety dopuścił się grzechu, w konsekwencji czego został od Niego oddzielony. Jednakże dzięki Bogu, mamy Jezusa Chrystusa, który przyszedł na świat, aby zbawić grzeszni-ków – aby zbawić ciebie.

Wszyscy bez wyjątku mogą dostąpić dzisiaj zabawienia. A zbawienie i uznanie Jezusa Chrystusa za swojego osobistego Zbawiciela jest dokładnie tym, czego potrzebujesz.

Lecz, co to znaczy „być zbawionym”?

PO PIERWSZE: znaczy to być narodzonym na nowo – stać się Bożym dzieckiem.

Biblia mówi: „Tym zaś, którzy go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi” (Ew. Jana 1:12).

Czy to nie jest wspaniałe, że człowiek może przeżyć nowe narodzenie i dzięki temu stać się członkiem królewskiej Bożej rodziny? To prawda, już raz się urodziłeś, ale wtedy urodziłeś się w grzechu, jako dziecko i sługa diabła. Teraz jednak posłuchaj co mówi Chrystus: „Musisz się na nowo narodzić” (Ew. Jana 3:7). Musisz się nawrócić, przyjąć zbawienie, zgodzić się na odmianę i odrodzenie. Jeśli zaprosisz dziś Jezusa Chrystusa do swojego życia, staniesz się automatycznie dzieckiem Bożym, ponieważ „Chrystus przyszedł, aby zbawić grzeszników”. Czy chcesz być dzisiaj zbawiony?

PO DRUGIE: znaczy to otrzymać nowe duchowe życie.

Paweł napisał: „Jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe”. (2Kor. 5:17) To właśnie dzieje się gdy Chrystusowe zbawienie dokonuje się w tobie. Stare pożądliwości, nawyki i choroby mijają. Ty zyskujesz nowe życie, nową naturę, nowe pragnienia i nowe dążenia. Przyjmujesz na siebie Chrystusowe życie.

On rzekł: „Ja przyszedłem, aby (owce) miały życie i obfitowały” (Ew. Jan 10:10).

Czy chciałbyś teraz otrzymać Jego nowe życie?

PO TRZECIE: być zbawionym znaczy mieć pokój.

Jezus powiedział: „Pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam”. (Ew. Jana 14:27) On rzekł również: „To powiedziałem wam, abyście we mnie pokój mieli”. (Ew. Jana 16:33).

Prawdziwy pokój przyjść może tylko jako rezultat Chrystusowej łaski i zbawienia. Nigdy nie zazna go w swojej duszy człowiek, tkwiący w grzechu. Biblia mówi: „Me mają pokoju bezbożnicy „. (Iz. 57:21). „Ale będąc usprawiedliwionymi z wiary, pokój mamy z Bogiem, przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa”. (Rzymian 5:1).

Czy nie brakuje ci Jego pokoju w twojej duszy?

PO CZWARTE: być zbawionym znaczy chodzić we wspólnocie z Bogiem.

Zostałeś stworzony na Boże podobieństwo, tak abyś mógł chodzić i rozmawiać z Bogiem. Jednakże twój grzech sprawił, iż zostałeś od Niego oddzielony. Teraz, zamiast cieszyć się społecznością z Ojcem, odczuwasz przed Nim strach, a sama myśl o tym, że miałbyś spotkać się z Nim twarzą w twarz, mrozi krew w twoich żyłach. To twój grzech oskarża cię i wytyka ci winy przed Bogiem.

Ale jest pewna osoba, która może wybawić cię z grzechów – to Jezus Chrystus. On zmażę z ciebie wszelką winę i przyprowadzi cię z powrotem do Boga z nieskazitelnie czystym kontem – tak jakbyś nigdy nie uczynił niczego złego. Będziesz mógł wówczas zawtórować Janowi: „Społeczność nasza jest społecznością z Ojcem i z Synem Jego, Jezusem Chrystusem” (1Jana 1:3). On będzie dla ciebie „przyjacielem, który jest bardziej przywiązany niż brat”. (Przyp. 18:24).

Czy przyjmiesz Go dzisiaj?

PO PIĄTE: być zbawionym znaczy otrzymać fizyczne uzdrowienie.

Biblia mówi: „Służcie Panu, Bogu waszemu. Oddalę choroby spośród ciebie” (Exodus 23:25). Tam tez napisane jest:: „On odpuszcza wszelkie winy twoje, leczy wszystkie choroby twoje” (Ps. 103:3).

Zbawienie obejmuje również fizyczne uzdrowienie i dobry stan ludzkiej psychiki. Być zbawionym znaczy stanowić jedność zarówno w duchu jak i w ciele.

W ewangeliach opisane jest jak Chrystus przebaczał grzesznikom i uzdrawiał chorych, a przecież On jest „wczoraj i dziś ten sam i na wieki” (Hebr. 13:8).

Jezus przyszedł, aby dziś ciebie zbawić. „Oto teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia” (2Kor. 6:2).

Czy przyjmiesz Go? Czy chcesz być zbawiony?

On obiecał: „Każdy bowiem, kto wzywa imienia Pańskiego, zbawiony będzie” (Rz. 10:13).

Ta obietnica jest także dla Ciebie.

Przyjmij Go teraz modląc się: Boże Ojcze, przychodzę do Ciebie teraz i wyznaję, że jestem grzesznikiem. Proszę, wybacz mi moje winy (dobrze jest wyznawać grzechy po imieniu…). Decyduję zmienić swoje życie, odwracam się od grzechu i zwracam ku Tobie. Przyjmuję z wdzięcznością odpuszczenie wszystkich moich grzechów krwią Jezusa Chrystusa. Wierzę, że Jezus umarł za mnie na krzyżu, poniósł karę za moje winy i zmartwychwstał dla mojego usprawiedliwienia. W tej chwili zapraszam Jezusa na tron mojego serca, aby stał się moim Panem i Zbawicielem. Oddaję Ci Jezu całe moje życie. Proszę, zmieniaj mnie i kształtuj na Swoje podobieństwo. Odtąd moje życie jest życiem dla Ciebie, Jezu, mój Panie! Amen.
T.L. Osborn

 

 

Bóg przemawia w ciszy

Uczcie się ode mnie, że jestem cichy…mówi Jezus.

We współczesnej cywilizacji jest wiele chorób, jedną z nich jest nie zdolność wsłuchiwania się w siebie. Człowiek, który nie potrafi słuchać siebie, nie potrafi też słuchać drugiego człowieka. Nosi w sobie nie pokój, który czyni go mało wrażliwym w ogóle. Ludzie naszego pokolenia stali się nie wrażliwi na normalne życie. Spokojnym i subtelnym opowiadaniem o życiu, o miłości, czy przyjaźni, nie można dziś już nikogo zachwycić. Trzeba więc odwołać się do przemocy, brutalności i hałaśliwego stylu życia. W hałasie człowiek wyraża powierzchowną radość, ale tak naprawdę to hałasem wyraża poczucie żalu i zagubienia. Można też utopić swój gniew a nawet grzech. Taki jest ten świat.

Wejść w ciszę niektórym jest bardzo trudno, bo tylko w ciszy można odkryć prawdę o samym sobie o swoim niezadowoleniu, swoim zagubieniu i o tym co tak naprawdę jemu dolega. Więc aby nie znać prawdy o sobie samym, woli hałas w którym nie słyszy swoich myśli, nie słyszy samego siebie, nie mówiąc o dźwiękach sumienia.

Ze smutkiem muszę powiedzieć, że wśród ludzi nowo narodzonych, których znam, to o czym mówię teraz, nie jest obce. Widoczne to jest w stylu życia niektórych. Dziś rzadko się spotyka gościnę, czy to ogrodowy grill, czy w domowym zaciszu kawa z ciastem, poprzedzoną śpiewaniem pieśni, rozważaniem Bożego Słowa i modlitwą. A przecież powtarzamy bez błędnie teksty np.: rozmawiając ze sobą przez psalmy, hymny i pieśni duchowe. Także bezwstyd błazeńska mowa, lub nie przyzwoite żarty, które nie przy stoją, ale raczej dziękczynienie. [Ef.5,4] Jeśli zatem to nie jest brane pod uwagę, to też nie brakuje pustego i hałaśliwego śmiechu, który jest wynikiem pustych rozmów i nie rzadko wątpliwych dowcipów.

Jezus powiedział nie dwuznacznie: uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca. Chcę powiedzieć jasno, że styl życia, przeciwny nauczaniu Jezusa, jest przyczyną, że chrześcijanie tracą wrażliwość na Boże Słowo i nie mogą usłyszeć głosu swojego Boga. Bóg zawsze przemawia w ciszy , Bóg nigdy nie krzyczy. Jezus był wyrazem swojego Ojca i nigdy głosu Jego na ulicy z domu słychać nie było. Ustami proroka Ozeasza Bóg mówi: Dlatego teraz zwabię ją i zaprowadzę na pustynię i przemówię do jej serca[B.G., … słuchać mnie tam będzie jak w dniach młodości. [2.16]

Zastanawiałem się dlaczego zaprowadzę ją na pustynię i tam łaskawie przemówię do jej serca? Ta analogia bycia na pustyni a naszą rzeczywistością dokładnie oddaje to, o czym dziś mówię. Na pustyni nie ma codzienności, nie ma gwaru życia, tam jest cisza. Tylko w wyciszeniu może się ujawnić brak uporządkowania, własna wina, strach i ból. Tylko w ciszy możesz przeżyć prawdziwe własne ”ja” i poprawić to co jest do poprawienia. Biblia mówi, że w ciszy i zaufaniu jest wasza moc Więc spróbuj w ciszy doświadczyć samego siebie. Dlaczego boisz się siebie i chowasz swoją twarz w hałasie. Uciszenie mojej duszy jest w Bogu a nie w świeckim stylu życia. Jeśli naprawdę pragniesz usłyszeć głos swojego Boga, to spróbuj wyciszyć się wewnętrznie wtedy umilkniesz zewnętrznie. To musi nastąpić w naszej wolności i naszego pragnienia a także i naszej świadomej potrzeby.

W naszej rzeczywistości, niektórym wejść w ciszę może okazać się być bardzo trudne a nawet bolesne. Bo w hałaśliwym stylu życia mogą utopić swój gniew, poczucie winy, swoje kompleksy i chore ambicje a w ciszy je zobaczysz.

Pan Bóg wychodzi naprzeciw takim ludzkim potrzebom i mówi: Chodź ze Mną na pustynię i tam przemówię do ciebie w ciszy. Chcę abyś wejrzał w siebie i zobaczył co tak naprawdę tobie dolega i zobaczył źródło swojego niezadowolenia, zobaczył samego siebie i przestał się oszukiwać. Pozwól by narodziła się prawdziwa historia o twoim życiu, nie ważne krótkim, czy długim, ale o twoim życiu. To ty musisz ją poznać i najlepiej będzie jeśli ją poznasz prawdziwą, taką jaka ona jest.

Nie zawsze jednak człowiek jest chętny słuchać Bożego pouczenia gdy Bóg zaprasza i mówi: chodź mam ci coś do powiedzenia. Jeśli brak odzewu wówczas Bóg zatrzymuje go i może to być szpital, więzienie, czy łóżko w domu. Znam to osobiście w mojej rodzinie i wiem jak to działa. Ale nawet te smutne i bolesne doświadczenia należy uznać za łaskę, bo zmierzają ku naszemu dobru i naszemu wyciszeniu.

Wewnętrzne i zewnętrzne wyciszenie powinno nastąpić jak już powiedziałem w naszej wolności i naszej potrzeby. Jeśli mówię o wyciszeniu zewnętrznym, to nie mam na myśli tego, że wierzący człowiek musi mieć cały dzień zwieszoną głowę z wyrazem smutnej twarzy. Oświadczam, że nie oto w tym wszystkim chodzi. Chodzi o to, że jest przecież gdzieś granica mojej wesołości i czy ona nie jest pusta i nie ośmiesza mnie samego a przy tym, czy nie zasmuca Ducha Świętego i nie zagłusza Jego głosu.

No właśnie – gdzie jest ta granica, gdzie jest ?

Myślę , że dla chrześcijan, którzy kochają swojego Boga, ta granica dla nich nie jest trudna do odczytania. Powiedziałem wcześniej, że dokładnie potrafimy powtarzać teksty Bożego Słowa np. …głosu Jego na ulicy nikt nie słyszał. I to jest ta granica, jej dowolnie nie wolno przesuwać według własnego chcenia do popisywania się, Myślę , że dostrzeganie tej granicy i odczytywanie jej zależy od duchowego stanu i pragnienia Boga a także stosunku do Bożego Słowa. Bez tych wartości łatwo jest tę granicę dowolnie przesuwać aż do osiągnięcia stylu świeckiego. A w końcu i taki styl stanie się naszym stylem co dziennym.

Jezus był wyrazem swojego Ojca, my z kolei wyrazem naszego Pana. Ponieważ to Jezus stał się najbardziej ludzki i nam najbliższy, po to abyśmy mogli stawać się być podobni do Niego. Taka postawa winna być naszym świadomym wyborem i dążeniem.

Daremnie możemy szukać na kartach Nowego Testamentu, że Pan Jezus żartował, czy popisywał się dowcipami i pobudzał do pustego śmiechu innych. Ani też jednego z Apostołów nie spotkamy by podobnie postępował. Nauczali nie wątpię , że też tak postępowali mówiąc: Wszystko cokolwiek czynicie ku chwale Bożej czyńcie. Apostoł Piotr podobnie mówi: za przykładem świętego, sami też bądźcie świętymi.

To jest właśnie ta granica. Nie przestawiaj jej dowolnie , nie wolno tego robić, bo to zasmuca Ducha Świętego a tobie wystawia wątpliwe świadectwo jako naśladowcy Jezusa. Nie musisz mieć zawsze smutnej twarzy w swoim towarzystwie, nie musisz też zawsze być hałaśliwym i pustym śmiechem pobudzać innych do tego. Możesz być radosnym od wewnątrz a na twarzy miły uśmiech , który będzie twoim świadectwem, że jesteś uczniem Jezusa. I to dla ciebie wystarczy

Kto mówi, że w Nim mieszka, powinien sam postępować, jak On postępował, mówi Apostoł Jan (1J.2,6).

Czesław Budzyniak

 

 

 

Krzyczę do Ciebie a Ty nie odpowiadasz

   Zwykle na początku Bożej drogi chrześcijanie przeżywają dobre chwile – czas łaski.

Te chwile dane są im, aby mogli spróbować jak dobry jest Pan, doświadczać też mocy Bożego Słowa i swojej przemiany od wewnątrz. W tym okresie Słowo zapisane np. w Ps. 16,2-3  jest tak aktualne, że nikt i nic nie może go naruszyć. Jest niejako pieśnią na ustach każdego dnia a także nie rzadko i nocy.

   „ Tyś Panem moim nie ma dla mnie dobra poza Tobą. Do świętych zaś, którzy są na ziemi, to są szlachetni w których mam upodobaniem.”

   Biblia Tysiąclecia tłumaczy ostatnie zdanie: wzbudził On we mnie miłość przedziwną. Jak bardzo trafne jest to określenie – miłość przedziwną. Pamiętamy może z przed wielu, a może wielu, wielu laty tą dziwną miłość – pierwszą miłość.

Myślę, że dobrze pamiętacie ten okres łaski. Jest on bowiem dany nam abyśmy mieli na co wspomnieć gdy nadejdzie inny czas – a na pewno nadejdzie. Tym miejscu chcę jasno powiedzieć że,  ten inny czas, to też czas łaski, ale o odmiennym charakterze.

   A na ten okres czasu mamy w Biblii np. takie przypomnienie:

   „Zmęczyłem się wołając, wyschło gardło, zmęczyły się oczy moje od czekania na Boga mojego.” (Ps. 69,47)

   Natomiast Etana Ezrachita w Ps. 89,47 mówi: ” Dopókiż Panie, czy na zawsze będziesz się ukrywał , czy gniew Twój jak ogień płonąć będzie? Wspomnij jak krótkie jest życie moje, jak znikomymi stworzyłeś wszystkich synów ludzkich.”

   A Job skarży się: „Krzyczę do Ciebie lecz mi nie odpowiadasz , stoję lecz Ty nie zważasz na mnie.”

   Jestem przekonany, że te i inne miejsca Pisma Świętego znalazły się w Nim, abyśmy sobie uświadomili, że to Bóg dopuszcza by jego dzieci przechodziły ciemną dolinę, gdzie ich wiara będzie poddana próbie w piecu Malachjaszowym, gdy usiądzie by wytapiać i czyścić srebro (Ks. Malachiasza 3,3)

   Dlaczego? Dlatego, że wiara w oczach Boga jest najważniejsza, bez wiary Bogu nie można się podobać a sprawiedliwy z wiary żyć będzie. ( Hebr.3,4 )
A zatem kluczową  dla naszej wiary jest wola trwania przy swoim Bogu mimo tego, że brak nam odpowiedzi na ważne nasze pytania. Brak odpowiedzi na nasze modlitwy, zwłaszcza wtedy gdy bardzo na nie czekamy. To jest częstą przyczyną kryzysu wiary .Czekamy teraz i dziś jednak jeśli odpowiedź przyjdzie o cztery dni za późno (jak w Betanii) wtedy wszystko wydaje się być stracone.

Kryzys wiary był zawsze i jest bardzo przykrym doświadczeniem, ale mając świadomość, że każde Boże dziecko musi przejść ciemną dolinę i jeśli będzie pamiętało na Słowo Pana – dobroć i łaska towarzyszyć mi będą po wszystkie dni – przejdzie i wyjdzie na wzgórze gdzie wszystko widać inaczej.

   Zwróćcie proszę Waszą uwagę na to co teraz powiem. Nasza wiedza o Bogu, nawet nasze poznanie Boga nie może uwolnić nas od przykrych doświadczeń w drodze za naszym Panem przez pustynię. A to dlatego, że Pan Bóg pragnie mieć takich ludzi wierzących na ziemi, którzy we wszystkim czego będą doświadczać ujrzą wolę swojego Boga i pójdą za Nim. Niech to będzie przewodnią myślą w naszej wędrówce – tak będzie lepiej. W innym przypadku nie zaszlibyśmy tak daleko, gdzie teraz jesteśmy.

Chciałbym teraz przejść do jednego z przykładów ze Starego Testamentu. Posłużę się tutaj historią postaci, którą posługiwał się też Jezus. Jego imię to ” Jahwe jest moim Bogiem ” Jest nią Eliasz, o którym mówi Ap .Jakub w przekładzie Biblii Gdańskiej: „Był poddany tym biedom co i my.” Oto mieszkaniec Tiszbe, wychowany na stepach Gielladu, długowłosy, przepasany skórzanym pasem wokół swoich bioder. To zaiste nie zwykła postać, choćby dlatego, że sam Pan Jezus jako pierwszy się nią posługiwał w Nowym Testamencie wiele razy.

Śledząc jego życie widać na wstępie, że jest ono nie zwykłe, choćby dlatego, że jak żaden inny prorok modlitwą powstrzymuje deszcz. Później sprowadza ogień z nieba na złożoną przez siebie ofiarę modląc się : „Odezwij się Panie i od powiedz mi , niech lud pozna, że to Ty jesteś prawdziwym Bogiem” (I Król.18,36) I odezwał się Bóg któremu ufał, nie zawiódł się. Następnie znów sprowadza deszcz na ziemię, dzięki modlitwie swojej a międzyczasie wytracił 450 proroków Izabel żony Achaba, toteż nie może ona tego wybaczyć Eliaszowi i zażądała jego życia.

   Napisane jest , że Eliasz zląkł się. Ratując się ucieczką poszedł do Berszeby w ziemi judzkiej. Tu zostawił swojego sługę a sam udał się w drogę oddaloną o jeden dzień. Mogło to być w upale dnia ok 15 km.

Nie wiemy o czym myślał Eliasz, wiemy natomiast, że osiągnął wielki sukces na płaszczyźnie duchowej. Mógł o tym rozmyślać, mógł także rozmyślać o tym dlaczego ta bezecna córa Sydonu go prześladuje, dlaczego nie mógł ją unicestwić jak jednego z jej proroków? O zmroku usiadł pod krzakiem jałowca zmęczony mając świadomość, że uszedł ręki Izabel.

   Wydaje się, że powinien być zadowolony ze społeczności z swoim Bogiem i odpowiedzi na modlitwę, bowiem dokonał Pan rzeczy wielkich. Izrael oddał chwałę Bogu a oto Eliaszowi najbardziej chodziło. Poniższe fragmenty Słowa Bożego ukazują jednak inny obraz człowieka siedzącego pod jałowcem. Siedzi tam człowiek w kryzysie wiary i prosi swojego Boga o śmierć. Pamiętajmy w kryzysie wiary nasze rozwiązania wdają się być najlepsze, ale to nie jest prawdą. Dobrze jest jednak rozejrzeć się wokół siebie może uda się dostrzec przyczynę takiego stanu rzeczy. W przypadku Eliasza tę przyczynę można dostrzec na płaszczyźnie fizycznej a ściślej mówiąc na płaszczyźnie biologicznej. Może zaniedbał jakiś szczegół z wyżywieniem, może nie miał za co kupić żywności czy zaopatrzyć się w wodę. Poszedł w upale dnia na jeden dzień drogi i osłabł. A skąd to wiem? Otóż kiedy zasnął anioł Pana przygotował wodę i upieczony placek. Kiedy obudził się spożył placek, napił się wody i zasnął ponownie. Może liczył, że nadejdzie śmierć ? Anioł obudził go po raz drugi i mówi : posil się bo daleka droga przed tobą. Nie było to zgodne z jego oczekiwaniem – chciał umrzeć. Daleka droga to dwadzieścia dni w jedną stronę do Bożej góry Horeb (lub Synaj ta góra nosi w Biblii dwie nazwy ). Napisane jest w Biblii, że chleb anielski jadł człowiek, tu również był chleb anielski, bo o mocy tego pokarmu szedł dwadzieścia dni do góry Horeb i dwadzieścia dni powrotu. Gdy doszedł do podnóża tej góry znalazł jaskinię i wszedł do niej by odpocząć. W cichym wietrze spotyka Pana i następne polecenie otrzymuje: powrót do ziemi judzkiej…

Można a nawet trzeba zadać sobie pytanie: Dlaczego potrzeba aż 40 dni i nocy podróży pieszej, by tam otrzymać polecenie. Dlaczego nie pod krzakiem jałowca ? Naprawdę tego nie wiem, wiem tylko jedno, ażeby przetrwać kryzys wiary nie trzeba się buntować jak nie buntował się Eliasz i być posłusznym jak on był posłuszny.

Z powyższej historii o Eliaszu wynika, że mogą być wspaniałe przeżycia w życie człowieka wierzącego, ale mogą też nadejść mroczne dni, w których śmierć wydaje się być najlepszym rozwiązaniem. Dlatego niech nie dziwi nikogo fakt gdy usłyszysz z ust człowieka wierzącego, który kocha swojego Boga, ale będąc doświadczanym powtórzy za Jobem:„Gdybym znalazł grób to jak bym znalazł ukryty skarb.” (Job3,26)

W tej historii otrzymaliśmy też nie co wiedzy o naszym Bogu a mianowicie to, że Pan Bóg posłuszeństwo człowieka sowicie wynagradza .Jeśli nieraz odmawia jego prośbie to dlatego, że przygotowuje człowiekowi coś ,czego człowiek nawet się nie może spodziewać. Jeszcze raz pomyślmy o Eliaszu pod jałowcem. Gdyby spełnił Bóg jego prośbę został by tam jako człowiek pokonany przez strach przed Izabel i nic więcej o nim by nikt nie wiedział.

Pan Bóg chciał swojego sługę uhonorować na swój sposób. Kiedy uznał, że dosyć już tułaczki na tej ziemi, wysłał po niego rydwan i konie ogniste by na skrzydłach wiatru unieść go do miejsca, które dla niego przygotował nie doznając śmierci jak inni ludzie. Ponadto dane mu było spotkać Jezusa w ciele na Górze Przemienienia gdzie Piotr, Jakub i Jan byli świadkami tego niezwykłego wydarzenia. A zatem, Boże myśli to nie nasze myśli. Jak dobrze, że Bóg nieraz myśli inaczej. Problem jest w tym, że nie zawsze je rozumiemy, toteż nie zawsze jesteśmy chętni by je przyjąć. Zgódź się ze swoim Bogiem kiedy jesteś jeszcze w drodze. Ciężar dnia i upał nie jest łatwo znieść, ale zgódź się – tak będzie lepiej dla ciebie.

 

Jan    Zwróćmy się teraz do Nowego Testamentu i przyglądnijmy się historii osoby uderzająco podobnej do Eliasza.

   Wychowywał się na pustkowiu, był przepasany skórzanym pasem a za pokarm służyły mu szarańcza i miód leśny. To kuzyn Jezusa. Starszy o sześć miesięcy syn Elżbiety i Zachariasza – nazwany przez anioła Prorokiem Najwyższego. Ojciec nadał mu imię Jan co oznacza: Jahwe jest łaskawy.

   Misja Jana – zwanego później Janem Chrzcicielem – polegała na przygotowaniu drogi dla misji Jezusa przez głoszenie pokuty dla Izraela : ” Jam jest głos wołający na pustyni ” – a to dlatego, że Izrael w owym czasie był niczym wyschniętą pustynią. To też posłał Bóg swojego posłańca poprzedzając pojawienie się Bożego Syna.

   Jan wprawdzie żadnego cudu nie uczynił jak np. Eliasz ale Jezus mówił, że nie było większego proroka nad Jana Chrzciciela z tych, którzy się z niewiast rodzą. Zastanawiałem się dlaczego aż takie świadectwo jest o Janie chrzcicielu? Nie znalazłem mocniejszego dowodu jak ten :.. a będzie napełniony Duchem Świętym już w łonie matki swojej, mówi anioł Gabriel do Elżbiety. Pomyślałem sobie przy tym, co przypadło Kościołowi Jezusa, a przy tym wszystkim poszczególnym jego członkom :..i zostali wszyscy napełnieni Duchem Świętym a ta obietnica odnosi się do was , dzieci waszych oraz wszystkich ilu ich powoła Pan Bóg nasz.(Dz.Ap.2,39.)

   Teraz znów powróćmy naszą myślą do tej szczególnej postaci jaką był Jan Chrzciciel. Popatrzmy zatem co się dzieje z tym największym Bożym prorokiem gdy przychodzi kryzys wiary. Sam swoimi ustami wydaje świadectwo: oto Baranek Boży ,który gładzi grzechy świata. Swoimi oczyma widzi Ducha Świętego w postaci gołębicy, który spoczął na Jezusie, swoimi uszyma słyszy Boży głos: „Oto Syn Mój, którego sobie upodobałem”. Myślę, że wtedy Jan mógł jak i my na początku wyznać: „Tyś Panem moim ,nie ma dobra dla mnie po za Tobą.”

   Jednak Jan Chrzciciel nosił w sobie to samo poczucie opuszczenia, rozdarcia i zagubienia, które i nam przypada w udziale. Kiedy znalazł się w więzieniu w miejsce odwiedzin przyjaciół, odwiedzony został przez kryzys wiary. Chciało by się by w tak trudnej sytuacji pojawił się jakiś anioł i oznajmił Janowi dlaczego właśnie tutaj się znajduje. Nie było nikogo. Nawiedziła go jedynie pustka i rozczarowanie, a przy tym natrętne pytanie. Wysyła więc swoich uczniów do Jezusa z tym dręczącym pytaniem : „Czy Ty jesteś tym ,który ma przyjść czy też innego mamy oczekiwać?”

   Myślę, że Jezus z wielkim smutkiem wysłuchał tego pytania i polecił przekazać uczniom: Powiedzcie Janowi co widzicie i co słyszcie…w tym czasie Jezus wielu uzdrowił.” (Łuk.7,22.) Ale czy to świadectwo wystarczyło Janowi gdy kryzys wiary się potęguje? Może to ostatnie zdanie Jezusa było dla Jana najbardziej wymownym: „Błogosławiony ten kto we Mnie nie zwątpi.”(B.T.) Co myślał Jan kiedy usłyszał odpowiedź Jezusa? Nie wiemy. Wiemy natomiast, że Pan postanowił aby Jan jeszcze przecież w bardzo młodym wieku pożegnał się z życiem. Pożegnał się i nie doczekał tego, czego się spodziewał i tego co nosił w swoim sercu. Zresztą nie on pierwszy i nie ostatni Biblia bowiem mówi, że wielu otrzymało obietnice, ale się jej nie doczekali. Wobec tego faktu widzimy, że prawdziwa wiara sięga dalej jak obietnice, bo sięga poza świat widzialny i tego się trzymajmy.

    Oto kolejna, podobna historia dotycząca kryzysu wiary – też z tego okresu.

   Kiedy Jezus jeszcze chodził po ziemi, krótko przed Jego śmiercią, wielu ludzi słyszało Jego słowa: „Ja jestem drogą prawdą i życiem, Ja jestem chlebem żywym, Ja Jestem ! „A na żądanie kapłanów Piłat wydał na Niego wyrok śmierci i został wykonany.

   Później dwóch uczniów idąc drogą do Emaus mówili : „..a myśmy się spodziewali…” A zatem czy nie jest uzasadnione ich zwątpienia myśmy się spodziewali, to droga do Emaus, droga, którą każdy chrześcijanin musi przejść – to droga w kryzysie wiary. Przy czym należy pamiętać, że na końcu tej drogi już było inaczej. Kiedy już byli w Emaus (ta nazwa oznacza, obronny zamek.) poznali Jezusa prosili mówiąc: zostań z nami i został. Pamiętajmy o tym, że w kryzysie wiary Jezus nikogo nie zostawi choć może pewien odcinek drogi trzeba przejść w samotności i w przygnębieniu. Później będzie inaczej, będzie lepiej.

    Chrześcijanie, którzy kochają Boga i oparli swoją wiarę o Boże Słowo przeżywając stan wewnętrznego zagubienia z powodu różnych dramatów życiowych. Ten stan jest bardzo bolesny a to dlatego, że dotyka on ich centrum – ich podstaw życiowych. Nie dziw się zatem jeśli ktoś znajdzie się w podobnej sytuacji i powtórzy za Jobem: „Strzały Wszechmocnego tkwią we mnie a mój duch pije ich jad.”(6,4.) Albo przypomni sobie Asafa i powtórzy: „Czy Pan na zawsze odrzucił, czy Bóg zapomniał litości, czy w gniewie stłumił swoje miłosierdzie?”

   Posłuchajcie co chce wam powiedzieć. Jako człowiek, który na przestrzeni pięćdziesięciu pięciu lat drogi za Panem doświadczył wiele bolesnych chwil ( a jak wielu z was wie, że i obecnie wciąż doświadczam trudnych chwil z nieuleczalnie chorą żoną) w tym co wam powiem zawieram cząstkę mnie samego.

   W chwili naszych doświadczeń, które tu nazywam kryzysem wiary są tylko dwie możliwości:

      Albo pozostać ze swoją goryczą i żalem do Boga idąc dalej ścieżką rozpaczy, nie wiedząc dokąd się zajdzie (a zwykle ta ścieżka prowadzi na krawędź przepaści).

    Albo uznać suwerenność Boga i powiedzieć: Chociaż nie rozumiem dlaczego tak jest, chociaż krzyż już mocno uwiera w ramiona, idę za Tobą Panie, tylko pomóż.

    Uwierzyć w Boga to nie takie aż trudne; natomiast okazać Bogu wierność i zaufanie w okolicznościach gdy wszystko wydaje się być stracone i bezsensowne jest prawdziwie dojrzałym poziomem naszych relacji z naszym Panem.

   Myślę , że tego Bóg pragnie nas nauczyć w kryzysie wiary. Gdy pieśń ustępuje westchnieniom, gdy twoja wiara zderzy się z bolesną rzeczywistością a rozpacz raz po raz puka do twych drzwi. Wtedy wstań i powtórz za Jobem:

   „CHOĆBY MNIE ZABIŁ WSZECHMOCNY – UFAM.” (13,15.)

   To, i tylko to, będzie świadectwem twojej żywej wiary, która podoba się Bogu.

   Niech Pan sprawi aby to było czymś więcej jak tylko usługą. Pragnę aby dotarło do naszej świadomości to, że przez wiele ucisków wiedzie droga do Bożego Królestwa. A zatem jeśli spotyka nas ucisk i doświadczenie naszej wiary , oznacza to, że idziemy drogą, którą wcześniej szli chrześcijanie i torowali ją swoim życiem dla tych, którzy po nich iść będą. Chodźmy więc razem.

Modlitwą moją jest teraz i na przyszłe dni aby ci, którzy idą pod ciężarem swego krzyża doznali pocieszenia w swoich zmaganiach.

   Proszę Władco ziemi , ucisz nasze obawy i lęki, ucisz negatywne wyobrażenia. Spraw bym stał się ciszą jak Ty Ojcze jesteś ciszą , bo dopiero wówczas będę mógł usłyszeć bicie mego serca i uświadomić sobie, że jeszcze jestem, ja słyszący Ciebie choć z trudem podążający do mojej Góry Przemienienia. Chcę zobaczyć Ciebie i powiedzieć: „dobrze nam tu jest .”W imieniu Jezusa o to proszę.

Czesław Budzyniak.